Pamici Joe Alexa - M. Somczyskiego
Dwiki trbki spyny na Rynek. Dwik zmieniy si w fug per canonem Bacha, ale dla starszego pana z fajk nie byy to nuty, lecz sowa, ktre pod t postaci umieci Joyce w „Ulissesie”. No c, chyba dobrze oddaem tre, pomyla. Dzi rano skoczyem; jedenacie lat pracy nad fonemem, zdaniem, fraz i rytmem, Joyce pisa j sze, w takim tempie nie zarobibym na „bueczk i maseko”. Pykn fajk zamieniajc tyto „Akropol“ w biay dym. Mleczna para buchna z cybucha przy gotyckim uku kamienicy. Kamienie w niej wci yj, pamitaj Kopernika, Boya, Miosza i kominiarza. Tym ostatnim nikt si nie zajmuje, ycie tych trzech przenicane jest do podszewki.
Chanel 5. sun za mod dziewczyn jak welon. Pan Bloom merda ogonkiem za dugimi nogami, ale cign na Planty za zapachem hot-doga. Przy straganie zatrzyma si szarpnity smycz.
- Prosz pani to, co on wypisuje nadaje si do kosza, ani kropki, ani przecinaka, nie mona tego czyta – sprzedawczyni wsuwaa kiebask w buk.
- Ja syszaam, e on ma kilka kobiet, codziennie sypia z inn – wzburzona moralnoci dodaa druga.
- Niby czowiek uczony, zna kilka jzykw, a prostego zdania nie potrafi napisa.
- Ma on, dzieci, zamiast tworzy rodzin lata za dziwkami, jak mj stary.
- Pani, ci pisarze to najgorsi, przeczyta taki kilka ksiek i myli, e wszystkie rozumy pozjada. Ani herbaty taki nie umi ugotowa, ani jajecznicy. Chodzi jak lump, w takim miesznym kapeluszu i myli se, e to western.
- Wie pani, ja czytam tylko Bibli i to mi w zupenoci wystarcza.
- W ogle, po co drukowa te brednie, szkoda tylko papieru – podaa hot-doga panu Bloomowi.
- To jeszcze nic, moja crka syszaa, e lepnie. To kara boska – i patrzya z radoci jak zbki pochaniaj kiebask.
Starszy pan usiad zmczony na aweczce. Moda poetka z Chanelem 5., stawiajc na ziemi nieodczn walizeczk, pogaskaa pana Blooma dugimi palcami wygodnymi do gry na fortepianie.
- Mistrzu, czy mona oddzieli twrc od jego dziea? – zapytaa uwodzc melodyjnym gosem, ktrym recytowaa swoj poezj.
Mistrz wyj fajk z ust.
- To zaley, kto zadaje takie pytanie?
- Ja, jako czytelnik.
- A co ci przyjdzie z wiedzy, - odpar ironicznie - e kiedy piszc „Ulissesa”, pisarz godowa, mia kochanki, okradli go, nie chcieli go wyda i przez p roku nie napisa strony.
- Ale dla badacza ma to ogromne znaczenie.
- Badacz te czytelnik i ma swoje zmory, jednego lubi, drugiego nienawidzi. Daj sobie spokj z pytaniami. Chod zrobi z ciebie posta w moim nowym kryminale.
- Nie! – zaprotestowaa gwatownie.
- Nie bj si, umrzesz na pocztku, ale bd o tobie mwi na kadej stronie. Przenicuj twoj twrczo i ycie. Ode mnie bdzie zaleao, czy wypadniesz jak pk ry, czy zasuszony kaktus.
- Ale mistrzu, ty chcesz mnie rozebra do naga.
- W sensie metaforyczny, oczywicie, tak - oplata j mocniej argumentami.
- I mylisz, e ludzie w to uwierz? - zerwaa si wzburzona przewracajc walizeczk; ksiki, notatnik, szminka, dugopis patrzyy na swoj pani. W notatniku zapisaa dwa wersy i ucieka.
Mistrz poegna j wydmuchujc biay dym z fajki.
- Zatrzymam kilka cech tej dziewczyny dla Karoliny Beacon– szarpn smycz. – Chodmy popracowa nad „bueczk i masekiem” panie Bloom.
Pan Bloom pomerda ogonkiem; Och Mistrzu – szczekn za poetk – o wiele prociej jest zosta postaci z twojego kryminau ni ywym czowiekiem.
Komentarze uytkownikw
Aby doda wasny komentarz, musisz si zalogowa »