Na tropie witoci we wspczesnych Indiach
yj w Europie, wychowaam si w kulturze chrzecijaskiej. Mam w domu milenijne wydanie Pisma witego. Wic nie ma co si dziwi, e z ciekawoci signam po "Dziewi ywotw. Na tropie witoci we wspczesnych Indiach" Wiliama Dalrymple'a. Jest to porywajcy zbir reportay, ktry z mnogoci hinduskich wierze pokazuje te nabardziej zdumiewajce, wrcz nieprawdopodobne, e wyznawane s i praktykowane ju w dwudziestym pierwszym stuleciu. Autor stosuje tak metod, e docierajc do jednego zjawiska, dowiaduje si o innym, odszukuje podany trop, spotyka guru, mnicha, sadhu, bramina, poznaje suffitow i wahhabitw, wchodzi do akhary, na teren pl spalania zmarych, do czcicieli czaszek, trafia na co w rodzaju festiwalu baulw, do pracowni odlewnika bstw, ktry jest dwudziestym trzecim z pokolenia tych rzemielnikw, albo lepiej - artystw, rzebicych bstwa. Oni nie tylko rzebi. Oni maj moc "tchnienia" w te figury ywych boskich istot z ca ich skuteczn potg. Poznaje kobiety uprawiajce rytualn prostytucj. Ale to tylko cz opisanych zjawisk.
W pierwszym reportau mniszka, wywodzca si z zamonej rodziny, jako pitnastoletnia dziewczyna opuszcza dom, wyrusza za swoim guru, wyrzeka si wszystkiego, pozwala nie zgoli gow, ale powyrywa wszystkie wosy. Indie to kraj, gdzie buddyci yj obok islamistw, a wyznawcy Allacha jeszcze dziel si na nietolerujce si wzajemnie grupy. A co region, co miasto, co wie, tam mona si spodziewa kultu innych bogw i bstw. Nie tylko Szakti, Wisznu z jego wcieleniami, ktrymi s Rama i Kryszna.
Chopiec, syn bramina, przyjani si z koleg z mahometaskiej rodziny, a kiedy poznaje innego mnicha, zostaje zauroczony jego duchowoci, opuszcza dom, skazujc si na odrzucenie przez nabliszych„ na ich nienawi, na niesamowit poniewierk, ktr znosi z pokor, by nie zboczy z raz obranej, umiowanej cieki. Kiedy czytam o praktykach ascetycznych wyznawcw bogw czy bstw, myl sobie, e katolickie dwa cise posty w roku s zupen bagatel w stosunku do tego, jakich wyrzecze oni si podejmuj. Na przykad budz si o trzeciej w nocy na kilkugodzinne medytacje i mody. Spoywaj posiek raz dziennie. Nie tkn niczego, co yje, mrwki, komara, mszycy. Przecedzaj wod, by nie pokn niechccy czego, co yje, a jest niewidoczne dla oczu. Inni na czas prby, my bymy powiedzieli nowicjatu, oddalaj si do jaskini bez wiata, z drastycznie ograniczonymi napojami i poywieniem, z potrzeb wykonania nieslychanej iloci pokonw, ktre wymagaj padnicia caym ciaem na ziemi. Poskramiaj ciao, wyzbywaj si pragnie, wyciszaj popdy, wyzwalajc si od wszystkiego, co cielesne i materialne. Robi w sobie miejsce na si duchow.
Jest i drugi biegun wierze, baulowie na przykad nie potrzebuj adnych wity, adnych rzeb, adnych paru, czyli malowidel ilustrujcych wite teksty, ktre, w trakcie wygaszania eposu, przywouj bstwa. A te speniaj proby wyznawcw. Baulowie nie potrzebuj adnych klasztorw, aramw, im wystarczy spotkanie, taniec, piew, marihuana, dowiadczenie smaku ycia we wszystkich jego aspektach. Autor pisze o spotkaniach wyznawcw Ma Tary, a ta bogini ma dwa oblicza, z jednej strony jest miosierna, spieszca z pomoc, z drugiej za jest wyrafinowanie okrutna i bezwzgldna. "Panuje tam namacalne poczucie wsplnoty wrd nadwraliwych, wyrzutkw, obkanych i nieprzystosowanych, ktrzy przybywaj tu, by wie swj ywot i ktrzy gdzie indziej byliby moe w zamkniciu, skuci acuchami, odurzeni rodkami uspokajajcymi, ukrywani przed wiatem, wydrwiwani czy mijani z daleka" Oni funkcjonuj tu (w tym przypadku na polach spalania zwok), trwajc "…na pograniczu ycia i na skraju rozumu (…)Tu czci si ich i szanuje jako owieconych szalecw, penych szalonej mdroci".
Od czasu do czasu znajduj w tej ksice myli, ktre uderzaj uniwersaln trafnoci. Autor cytuje Latifa: "Nie zabijaj niewiernych, zabij wasne ego". Tene mdrzec i poeta powiada:"Dobre czyny przynosz dobre skutki, a skutki zych czynw s ze". Za jedna ze starych hinduskich ksig mwi "Ludzie, ktrzy nie uzyskali duchowych skarbw w modoci, gin jak stare czaple w jeziorze bez ryb." I radzi, by unika w modoci czterech rzeczy: podania, zachannoci, dumy i przywizania."
Kiedy czytam o tych praktykach, rytuaach, o szukaniu owiecenia, zwracam uwag na nastpujcy akapit "Wszystkie religie s jednym, utrzymywali wici sufizmu, stanowi jedynie rne manifestacje tej samej boskiej rzeczywistoci. Nie jest wany pusty rytua meczetu czy wityni, lecz liczy si zrozumienie, e droga do boskoci wiedzie przez bram ludzkiego serca, e wszyscy mamy raj w sobie, jeli wiemy, gdzie go szuka".
I to mi si spodobao. Poszukajmy raju w sobie lub wok siebie Tak mi wanie przyszo na myl. A jeszcze cofajc si do robionych na bieco natatek, przywoam nastpuj myl, niby nieodkrywcz, a jednak: "…dobre czyny i dobry karman przyciagaj do nas ludzi i wzbudzaj w nich mio, natomiast ze czyny odstraszaj i wywouj wstrt".
Wczoraj ogldaam dziennik i przypomniay mi si sowa z wiersza Latifa: "…walczycie jeden z drugim/Zawsze rozdzierajc si na strzpy/Za przywilej ogryzania koci".
Wiliam Dalrymple "Dziewi ywotw. Na tropie witoci we wspczesnych Indiach", przeoya Saba Litwiska, Wydawnictwo Czarne, Woowiec 2012.
Komentarze uytkownikw
Na razie brak komentarzy na ten temat...Aby doda wasny komentarz, musisz si zalogowa »