Nareszcie wysza z tego snu stana jasna i cierpliwa na skraju rzeki pord kwiatw
Dotykam jej wosw odyg rk i ciszy ud
Ju nie powrci do mych snw brzemienna ciepa i wilgotna bdzie drzewem i
ksiycem leny zapach lasu bdzie terkota dzicioem
Teraz chleb podzielimy razem powoli odwrcimy kalendarze
Sawanna bkitnej pocieli otworzy ramy soca pord naszego milczenia
Kupimy nowy zegar nakrca go bdzie anio deszczu
Wreszcie bd mg opowiada banie splecione z szeptw wiatru i skalnych porostw
Bd studiowa map jej oczu i bd cierpliwy jak pszczoa
W ciszy ogrodu zanuci sowik i jamin te wkrtce zakwitnie jakby kwit po raz pierwszy
Odnajd z ni ciek sprzed lat ktra od dawna miaa by nasza a w kuchni
Kot bdzie jej cierpliwie asystowa przy robieniu kotletw