to bardzo mie dla Redaktorki, dzikuj
Czy to moliwe, e si skoczyo to, co byo dla nas wan czci naszego istnienia? Kto wyznaczy nam granice radoci i wnis poczucie straty, zdrady, rozczarowania ktre maj moc niszczenia?
Nasza Zosiu! Bya i bdziesz dla nas zawsze Prezesem Stowarzyszenia Poetyckiego "W Cieniu Lipy Czarnoleskiej". Ty nauczya nas, jak czerpa inspiracje z otaczajcego wiata, by odda uczucia i emocje w poezji i prozie. Jeste naszym przewodnikiem i przyjacik. Wioda nas przez wiele miejsc, ktrych nie da si zapomnie. Wiedziona swoj intuicj pozwolia nam pozna twrczo Gerharda Hauptmanna, ktra gboko i na zawsze odcisna si w naszej pamici, pozwalajc nam zrozumie i pokocha utwory Noblisty, nawet dzisiaj tak bardzo aktualne. Kiedy czytaam Mnicha Tadeusza Bartosia, towarzyszyo mi wspomnienie Kacerza z Soany, ktrego miaam zaszczyt recenzowa. Obaj autorzy s zdania, i natury nie da si okiezna.
Aby lepiej pozna ycie Gerharda Hauptmanna odwiedziymy jego posiadoci w Niemczech. Byymy oczarowane piknem malekiej wyspy Hiddensee, na ktrej spoczywa Noblista. W domu autora panowaa niezwyka atmosfera tworzenia; jakby gospodarz za chwil mia wrci do pisania. Cisza i podnioso. Nad grobem przeczytaymy wiersze Jemu powicone. Byo to dla nas wielkie przeycie duchowe, i Ty, Zosiu jeste jego autork.
Pamitam atmosfer salsburskiej kawiarni, w ktrej Mozart pija swoj codzienn kaw. Chciaa, abymy poczuli ducha tej kawiarni, unoszcego smak tamtej epoki. Z zapartym tchem ogldaymy cudowne Alpy Bawarskie z jeziorem Koenigsee, w ktrego wodach przeglda si szczyt Watzmann. Pikno krajobrazu, krysztaowe powietrze i nieskaona natura zdawaa nam si kania jako gociom. To Tobie zawdziczamy. Wsplne posiki i warsztaty literackie w alpejskim pensjonacie ju nigdy si nie powtrz.
Zainicjowaa spotkanie literackie w Berlinie, gdzie zwiedzaymy muzea i wiele ciekawych miejsc. Grupa zbliya si ze sob, byymy jednoci.
Wymylia Irlandi - zielon wysp, jako miejsce nauki poetw. Dublin urzek nas swoj innoci. Rozlege wrzosowiska, targane silnym wiatrem wzbudzay w nas pokor i podziw. Surowy pejza, ale ludzie umiechnici potraficy cieszy si, piewajcy szczeglnie w irlandzkich pubach, gdzie raczylimy si kaszank i doskonaym piwem.
Poprowadzia nas przez zamki, przepikne ogrody, ktrych nie sposb opisa.
I ostatni etap Marburg. Mae miasteczko, muzeum i koci. Tam powietrze stao si cikie. Czu byo napicie i zbliajcy si wielkimi krokami rozpad, On nie spad nagle z nieba.
Zosiu kochamy Ci. Ty pokazaa nam to wszystko i zakotwiczya w naszych sercach i umysach. Tobie si po prostu chciao chcie.