Listopadowe cienie i Gorące frywoliki

Redaktor, 29-04-2020

Polecam książki zdolnego Śląska

W Kotlinie Jeleniogórskiej aż roi się od poetek i poetów, wielu to już uznani w Polsce i na świecie autorzy. Pandemia nie pozwala się z nimi spotykać, ale mogę spotkać się z ich książkami. Przeczytałam ostatnio dwie pozycje:
1. Listopadowe cienie Wiesławy Siemaszko-Zielińskiej oraz
2. Gorące frywoliki nudziary i mantyki, autorstwa Krystyny Sławińskiej i Huberta Horbowskiego.

Pierwsza pozycja

już krąży dłużej wśród czytelników, Wiesława prezentowała ją na kilku spotkaniach literackich. Jest to proza z elementami poezji, ambitna i bardzo duchowa. Słowo wstępne i ja napisałam, książkę więc bardzo cenię, wstępem opatrzyła sama Autorka, Kazimierz Burnat, Prezes DO ZLP oraz Ewa Witczyńska Brzmienie M. Dopiero przy ponownym odczytaniu książki zauważyłam, że Autorka w swoim wstępie zamieszcza ściągę dla czytelnika, oszczędzając mu słusznie ujawnienia zakończenia. Mnie to przypomina poziom dzisiejszego szkolnictwa i odporność współczesnego pokolenia na szukanie kontekstów, ukrytych znaczeń, podtekstów, sugestii i dalekich nawiązań. Słusznie więc zrobiła Autorka. W swym wstępie pisze Pani Siemaszko-Zielińska, że główną bohaterką jest kobieta, doświadczająca blasków i cieni życia. Doświadczenia zostawiają ślad w jej sercu, ślad który przyjmuje formę wiersza. Pisanie jest dla niej ucieczką od życia. Poznać samą siebie stara się w relacjach damsko-męskich. Ma ciągle nadzieję. Nie dziwię się, jeśli ma coś z Autorki, bo Wiesława to piękna, zadbana kobieta.
Gratuluję jej książki. Zacytuję jeden z moich ulubionych wierszy z tego tomiku:

portret matki we wnętrzu

może nie powinnam zaglądać do lustra?
tam widzę jej twarz, skupioną tak, b nie uronić żadnej łzy.
ciągle zamyka w sobie ból, zardzewiał klucz dawno już
zastygł w ręku ojca. kiedyś jeszcze próbował. pamiętam
jak zgrzytało jej prześwietlone serce. jak w pustych dłoniach
chowała się cisza i kot na kolanach. moja matka coraz
bardziej kurczy się w pomarszczonym życiu. tym trochę
moim. od wewnątrz.

Wydawnictwo AD REM, Jelenia Góra 2019

Miniaturka










Druga pozycja

to duet literacki, nazywam Was duetem, bo to nie pierwsza wspólna książka. Oboje są członkami Dolnośląskiej Grupy Literackiej NURT przy MDK w Lubaniu. KryWaj z Koszalina jest wydawcą ich tegorocznego tomiku pt. Gorące frywoliki nudziary i mantyki. Już sam tytuł zapowiada, że dostaniemy sporo rozrywkowej literatury, wierszowanej, a po przeczytaniu od deski do deski, przekonamy się, że to dobra, na poziomie rozrywka literacka.
Polecam, widzę, że wydawca sprzedaje za niewygórowaną cenę 15 zł za egzemplarz. Korzystajcie, bo książka jest niedoszacowana, na pewno podrożeje w krótkim czasie.
Zastanawia mnie, jakie słowo jest bardziej popularne: frywolitki czy frywoliki. Musierowicz napisała książkę pt. Frywolitki, a frywolitki to rodzaj delikatnej ale trwałej koronki, rękodzielniczej. Kto dziś robi koronki? A frywoliki to piękna nazwa, której autorami są Krystyna i Hubert. Frywoliki są krótkie, z pointą, dowcipne i trochę frywolne. Czasami bardziej frywolne, co gorszy niektóre starsze panie z towarzystwa. Trochę jest bowiem i o seksualnym wykorzystaniu i o pierdzeniu. Trudno, jeżeli panie z towarzystwa uniknęły w swym życiu jednego i drugiego, to pogratulować! Z łac. frivolus – bezwartościowy, błahy, bez znaczenia. Autorzy mają poczucie humoru i ironii.

Zacznę od zacytowania Huberta Horbowskiego, bo się chyba w życiu więcej „zafrywolikował”. Podoba mi się m.in. jego tryptyk o Halamie:

Halama


  • Grzegorz Halama z Zielonej Góry
    Ze swym śpiworkiem wybrał się w góry.
    Że zmarznie tam, nie wierzył
    I srogi zawód przeżył,
    Bowiem zmarzł, gdyż śpiworek miał dziury.


  • Grzegorz Halama z Zielonej Góry
    Dziwił się: „Skąd w mym śpiworku dziury?
    A to ambaras!”
    Lecz odgadł zaraz:
    Zrobiły je Józka z Chociul kury.


  • Grzegorz Halama z Zielonej Góry
    Dostrzegłszy w swoim śpiworku dziury
    Wściekł się był nie na żarty
    I zaraz przypiął narty;
    Pojechał do Chociul wyrżnąć kury.

    Mam uwagę, bo jestem spod znaku eco: Nie lepiej by dał po pysku Józkowi?

    Jestem miłośnikiem kotów wszelakich, więc z frywolików Krystyny wybrałam dyptych o kotach:

    Kocur

    Leniwy, wyliniały kocur z Gierłoży,
    gdy mu myszy wlazły na grzbiet, nagle ożył.
    Zanim mysie panie
    połknął na śniadanie,
    bez wyjątku wszystkie myszy wychędożył.

    Horror

    Leniwy, wyliniały kocur z Gierłoży,
    gdy mu myszy wlazły na grzbiet, nagle ożył.
    Wszystkie mysie panie
    łyknął na śniadanie,
    i w marcowym słonku dalej się barłożył.

    KryWaj, Koszalin 2020Miniaturka


    Adres artykułu: http://www.strumienie.eu/article/listopadowe-cienie-i-gorace-frywolitki-1339.html
    Copyright © 2006-2015 by Zofia Pryslopska