Co słychać u Lidii Komsy i Stanisławy Jarmakowicz?

Redaktor, 03-08-2019

Już nie ma spotkań, jak dawniej, trochę żal

Mam nadzieję, że poetki i poeci ze Stowarzyszenia W Cieniu Lipy Czarnoleskiej, które już się rozwiązało, w dalszym ciągu są twórczy i dobrze im się wiedzie. Zaprosiłam na pogawędkę dwie Panie: Lidzię Komsę i Stasię Jarmakowicz, które są autorkami kilku wydanych także przy mojej pomocy, tomików poezji. Ich twórczość jest udokumentowana na naszej stronie internetowej. W dziale publikacje.

Spotkałyśmy się w ciepłe letnie południe w centrum uzdrowiska Szczawno Zdrój. Mimo tłumów turystów, znalazłyśmy sobie miejsce na kawę, piwo i tzw. konsumpcję.
Dlaczego wybrałam do wywiadu te Poetki? A dlatego, że w ich życiu zaszły ostatnio duże zmiany, w jakiś sposób podobne. Obie porzuciły zachodnią stronę Dolnego Śląska (Lubań i Bolesławiec) i przeprowadziły się w rejon Wrocławia. Obie, jak i ja, niemłode według kalendarza, ale młode tzw. duchem Ten duch być może jest zapałem do życia i twórczości. Stasia mieszka obecnie na obrzeżach Wrocławia, a Lidka niedaleko Szczawna.

W drodze do kawiarni mijałyśmy dużą wycieczkę, której przewodnik wkładał do głów informacje o Gerardzie Hauptmannie. To tu Hauptmann się urodził i rozpoczął naukę. Hauptmannem żyliśmy w Stowarzyszeniu przez wiele lat, współpracując z Muzeum w Jagniątkowie (pozdrawiamy Panią Julitę Zaprucką!).
Minęłyśmy muzeum hauptmannowskie w Szczawnie, niedawno postawiony, dość skromny pomnik noblisty (na zdjęciu) i zasiadłyśmy przy kuracyjnym kawiarnianym stoliku.

Od razu zaczęłam od kłopotliwego pytania: w jakim stopniu koleżanki odczuwają dyskomfort w nowych siedliskach, w skali od 1 do 5, gdzie przy 1 nie ma żadnego dyskomfortu. Lidzia mówi, że jej poziom dyskomfortu jest na poziomie 2, czyli niewielki. Ma wygodny dom, trochę brakuje przyjaciół. Stasia natomiast zdecydowanie zaprzecza, że miałaby jakiś dyskomfort. Czuje się we Wrocławiu w pełni komfortowo. Stawia 1.

A co was, dziewczyny, zaciekawiło w nowym miejscu? Lidzię – ciągły ruch, dynamika życia i młodzi ludzie dookoła. Stasię podobnie – szybkość życia, ciągle nowe wyzwania.

Czy udaje się Wam coś tworzyć, tak od razu po przenosinach? Przypominam, że obie, oprócz pisania tworzą plastycznie, Stasia maluje obrazy, Lidzi branża – rzemiosło artystyczne. Lidka mówi, że plastycznie coś ciągle tworzy, a do pisania zbiera tylko materiały. Stasia wprost przeciwnie – pisze, ale niczego jeszcze nie malowała.

No, dobra, mówię, czas na przykrą prawdę: czy te przeprowadzki bliżej do mnie Was odmłodziły czy postarzały? Chwila wahania i słyszę od Lidki, że czuje się młodsza, Stasia natomiast niechętnie, ale przyznaje, że takie duże zmiany w życiu ją postarzają.

Czego Wam brakuje z przeszłości na dalekich rubieżach Dolnego Śląska?
Stasi brakuje rodzinnych grobów. W Bolesławcu pochowała męża.
Lidzia wzdycha do czasów w podlubańskiej wsi, gdy dzieci były małe. Żal jej zostawionych tam bukszpanów.
Lidzi brak siłowni za szkołą, a Stasi wielu pozostawionych znajomych.

A co Wam umila czas tutaj, gdzie teraz żyjecie?
Lidii dużo przyjemności daje sąsiedni aquapark, choć nie wspominała o pływaniu. Ten aquapark jest jednak położony wśród zieleni, to ładne miejsce. Lubi też chodzić do pobliskiej kawiarni na herbatkę.
Stasia zżyła się z grupą na Oporowie, skupioną wokół biblioteki na ul. Morelowskiego. Bardzo sobie ceni spotkania z członkami tej grupy, podzielając ich entuzjazm do twórczej aktywizacji mieszkańców.

Jeszcze jedno pytanie i dam Wam spokój! Czy w powiedzeniu, że starych drzew się nie przesadza, jest dużo prawdy?
Lidka tak nie uważa, mówi, że chciała się przeprowadzić, miała dość życia „tam”, szukała i znalazła sobie ładne miejsce, gdzie jest dużo zieleni, zabytków i obiektów kultury.
Stasia inaczej, wolałaby się nie przeprowadzać, została do zmian niejako „przymuszona”. Trudno, dodaje, stawiam czoła wyzwaniom, które niesie życie.

Poprosiłam, by coś napisały, co zamieszczę w uzupełnieniu do relacji ze spotkania. Obiecały.

Życzę im przede wszystkim sił, by mogły zajmować się więcej niż własnym zdrowiem. By tworzyły i bywały na różnych salonach.

Przekazuję od nich pozdrowienia dla koleżanek i kolegów z Kotliny Jeleniogórskiej, Bolesławca i Lubania Śląskiego.



                              WĘDROWIEC

                              Przed nim droga i bagaż wspomnień

                              przez życie ich trochę uzbierał

                              nie lekkie, nie wszystkie motyle

                              udaje, że nic nie uwiera.

                             

                              Wypowiada barwnie półprawdy

                              oczy serca może są winne –

                              gdy ktoś drugi przejdzie tę drogę

                              świat ukaże się jeszcze inny.

                             

                              Życie - cała gama kolorów

                              badacz będzie mocno się trudził  

                              by z tych barw dobyć kolor prawdy –

                              by lotem motylim nie łudził.

2018-07-17 Wrocław
St. Jarmakowicz






                              CZAS

                              zegar odmierza czas

                              tyka miarowo nieprzerwanie

                              w rytmie bijącego zdrowego serca

                              do utraty tchu

                              w kołowrocie czasu

                              zamyka się jedna chwila

                              jeden dzień

                              jedna noc

                              niejedno życie

                              jak dzień budzący się o świcie

                              zamykający oczy o zmierzchu

                              potem światła brak

                              ciemność bezkresna

                              a czas wiecznie trwa

                              do nieskończoności

Lidia Katarzyna Komsa



Adres artykułu: http://www.strumienie.eu/article/co-slychac-u-lidii-komsy-i-1327.html
Copyright © 2006-2015 by Zofia Pryslopska