Strona Główna > Spotkania > Jesienne warsztaty w dniach 02 – 04. X. 2017 r, Borowice
03.10.2017 Anna Boruta-Lechowicz

Jesienne warsztaty w dniach 02 – 04. X. 2017 r, Borowice

Moja borowicka relacja

Tegoroczne nasze warsztaty literackie naszego Stowarzyszenia w Cieniu Lipy Czarnoleskiej odbyły się w dniach od 2 do 4 października br. w Borowicach. Ściśle mówiąc, tradycyjnie u  pana Klemensa Grzesika, zaprzyjaźnionego z pp. Sucheckich od lat: Marią i śp.Ryszardem - w Ośrodku wypoczynkowym „Hottur”.
Było 28 osób uczestniczących: członków Stowarzyszenia oraz przyjaciół z grupy osób niepełnosprawnych, tzw. „Lipki Czarnoleskiej" (9 osób).

Zaproszony został do nas Gość – bardzo ważny poeta, m.in. członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich -  Jan Pietrzyk - Ksiądz Kanonik – Proboszcz Parafii „Butryny” k/ Olsztyna czyli z Warmińskiej Ziemi. Ponieważ zaczynaliśmy drugiego października obiadokolacją o godz. 16,00, a nasz Gość przyjechał pociągiem o 8,00 rano to niektórzy członkowie musieli się Nim wcześniej zająć, oczywiście z wielką przyjemnością, bylo to małżeństwo Danuta i Zbyszek Mysłek wraz z  Marią Suchecką. Gość po raz pierwszy znalazł się w górach i bardzo pragnął zobaczyć i poczuć je z bliska.
Postanowiono sprawić mu tę przyjemność, a Danusia z mężem dysponowali swoim samochodem. Ks. Jan przyjął zaproszenie do nich na śniadanie, potem pokazali Mu miejsca, z których widać panoramę Karkonoszy. Następnie zwiedzili Zamek w Książu, Krzeszów, miasto z zabytkowym kościołem. Udali się na obiad do Marii Sucheckiej, aby po krótkim relaksie przyjechać do Borowic. I tak to rozpoczęliśmy „Warsztaty” – punktualnie i bez zwłoki.
Słowo wstępne i plan zajęć przedstawiła Danusia Mysłek, zapoznając nas z Gościem  – Księdzem Janem Pietrzykiem z Warmii.
Przywitaliśmy oklaskami. Poznaliśmy plan zajęć na dwa dni, uwzględniający przerwy na wyjście do kaplicy Świętej Anny oraz źródełka i na Mszę św. w tutejszym kościele, która była odprawiona za zmarłych poetów naszego Stowarzyszenia.
Wprowadzając nas w temat koleżanka przeczytała obszerne opinie krytyków literackich o poezji Jana Pietrzyka ze Stowarzyszenia Pisarzy Polskich i o ich decyzji włączenia Go w ich poetyckie szeregi.
Następnie oddała głos Gościowi – Janowi Pietrzykowi, aby sam powiedział o sobie i swojej pasji. Ks. Jan Pietrzyk rozpoczął swoją opowieść od poinformowania, że jest Proboszczem Parafii Butryny na ziemi Warmińsko – Mazurskiej, z wykształcenia historyk i teolog, pasjonuje się wyszukiwaniem „prawdy” o rodzimych mieszkańcach Warmii czyli o Prusach, bo tak się nazywali, ale nie ma to nic wspólnego z określeniem niemieckiego pochodzenia. Miał dostęp do archiwaliów i przebadał wiele manuskryptów, rękopisów rodzimych, kronik rodzin itp., które zawierały cenne pamiątki z dawnych lat. Był rozczulony pietyzmem przechowywania starodruków w  językach pruskim i łacińskim - w odpowiednich bibułkach, serwetkach skrzynkach wodoodpornych itp.

Trzeba je było przetłumaczyć i zrozumieć (pisane w j.łacińskim, pruskim, niemieckim). „Ciężka to praca, ale mnie pasjonuje, a lekarstwem na zmęczenie była poezja.”

„Prusy – Warmia to nie niemieckie określenie – doczytałem w starodrukach” –powiedział mówca, dodając, że „Prus w 1200 r  - znaczyło – „rozum”. Wzięło się z zamiłowania do handlu. Bo ludzie mieszkali w warownym grodzie dla obrony przed jakimś najazdem i dlatego handlowano na zewnątrz, by nie wprowadzić wroga do wewnątrz. Nazywano handlującego „Prusem” co miało znaczyć, że miał rozum”.

Następnie powiedział ks. Pietrzyk o poezji obecnej, że:
- forma poezji jest obecnie schizofreniczna, tylko krytykuje, nic nie daje, jest w niej zdenerwowanie
- o czym pisać? – powinno być przesłanie, liryka, należy się zastanowić, co przekazać, co dać do przemyślenia, z czym się podzielić, a czego nie chcę przekazać, bo inaczej, wystąpi swoisty ekshibicjonizm
- gdy są trudne dla człowieka pytania, pisze o tym – pyta dlaczego
- można opisać lęk np. przed bombami atomowymi
- poezja powinna działać jak lekarstwo!
- talentów nie wolno zakopywać!
- poeta winien odczuwać głód twórczy,
- Johanes Bobrowski – Niemiec (i  tu włączył się z refleksją Józef Zaprucki, że zna to nazwisko) – Prus, jako wzór odwagi.

Dalej Jan Pietrzyk opowiadał legendę, jak powstał bursztyn:
Otóż Boginka Jurata zakochała się w rybaku o imieniu Tekstis, a to nie podobało się Perfurowi, bogowi piorunów, który Juratę uwięził blisko dna części szwedzkiej Bałtyku. Przywiązał ją łańcuchami. Tekstisowi Perfur kazał zapłacić ofiarę, ponieważ był to najbiedniejszy rybak. Teskstis nie miał nic, więc nie zapłacił i Perfur go zabił. Zaś Jurata go do dziś opłakuje i tak z jej łez powstaje bursztyn.
Prusowie wierzyli w reinkarnację i uprawiali wielożeństwo.
Posagi wodzów stawiali przy drogach – to nie są ich baby, lecz posągi bożków. Baby były zamknięte w domach i pilnowały ogniska. Jeżeli ognisko zagasło – od pioruna czy burzy – to kapłankę wrzucano do ognia lub palono na stosie. Marysia Suchecka wypowiedziała się, że obecnie młodzi dla rozrywki spoglądają w przeszłość, np. jej wnuk lubi szabelkę, rekonstruuje napady Wikingów, itp.
Janina Lozer pochwaliła Danusię z mężem za zaproszenie warmińskiego poety, który ma w sobie kopalnie wiedzy historycznej, co zebrani przyjęli owacyjnie.
Mistrz słowa historycznego powiedział, że na sercu leży mu żal, bo czuje niesprawiedliwość w naszym Kraju. Otóż w 1878 roku miało miejsce objawienie się NMP, mówiącej: „Jestem z Nieba, Jestem – Niepokalane Poczęcie” - dwom dziewczynkom, to jest Barbarze Szafryńskiej i Justynie Symlowskiej, miały 13 i 15 lat, w Gietrzwałdzie (Gietrzwałd k/Olsztyna). Objawienie to jest uznane przez biskupów, przez Watykan, a my w Polsce uznajemy tylko Matkę Boską z Portugalii – Fatimską. Dlaczego? Ale o tym jutro – teraz czytamy poezję!
Sam przeczytał trzy wiersze:

Milczenie

Jestem zaczarowanym soplem
W którym widać duszę.

Milczę w objęciach ciszy

Sen

Trawy natchnione
Obok strumienia
Zachowają tajemnice.

Otulony zapachem
Macierzanki…usnę
Jak nienarodzone dziecko
Wnikając żarem i ciszą
W nieznany los…

Był też wiersz o kamieniu, którego treści nie zapamiętałam, ale chodziło o smutek, który zastygł w środku kamienia.
Mój wniosek – Autor ma duży smutek w duszy.

W dalszej cześci usłyszeliśmy, że pisze nocami, bo jest wtedy cisza.

Głos zabrała ponownie Danusia i zarządziła czytanie wierszy przez uczestników.
A potem ks. Jan poprosił o przerwę, bo jest już bardzo zmęczony, nie chciał już nic jeść.
Potężna to była dawka przekazu, bardzo dużo wiadomości o historii Ziemi Warmińskiej.

DZIEŃ DRUGI

Doszli członkowie z grupy niepełnosprawnych.
Nowi goście rozpoczęli czytanie swoich wierszy, pisanych samodzielnie o Karkonoszach.
Każda osoba miała je odręcznie napisane i czytała osobiście. Z tejże grupy wyłoniliśmy najlepsze, które cytuję:

Oda do Karkonoszy

Ile Wy radości dajecie
Wie niejeden na tym świecie
A możliwości ile udostępniacie
Powie każdy turysta, którego na trasie spotkacie
Widoki, którymi nas raczycie
Nie zapomina się przez całe życie
Ilekroć Waszą Śnieżkę odwiedzę
Zauroczona bogactwem panoramy siedzę.

Danuta Józefowicz Hajduk

BIORĘ MISIA DO TECZKI

Biorę Misia do teczki
i idę z Misiem w Karkonosze
na wycieczki
Moja Przyjaciółka się raduje
kiedy wyjeżdża ze mną
W Karkonoskie Góry
Ja się raduję kiedy z Przyjaciółką Małgosią
Zwiedzam Karkonoskie Góry

Ja się raduję kiedy po Karkonoskim
Parku spaceruję
Ja się raduję Kiedy z Przyjaciółką
O Karkonoszach piosenke opisuję..

Joanna Baraniec

I tak ks. Jan wysłuchał uważnie deklamacji, powiedział trochę ciepłych słów i na propozycję Marysi Sucheckiej przyjął kilka wierszy na pamiątkę. Następnie kolejno wiersze czytały te osoby, które nie zdążyły zaprezentować swoich utworów dnia poprzedniego.

Przytoczę swój tylko z przyczyn technicznych, nie mam innych:

Jesienne myśli kasztana

Wreszcie świat zobaczę
i to słonko co grzeje,
huśtanie mnie zmęczyło
czuję chodną trawę
pachnie…
Och, ktoś mnie wziął
do ręki głaszcze, pociera
uśmiecha się – cześć, cześć
to miłe…O, rety jest nas trochę
już ciasno, nie narzekam
jesteśmy niesieni w kieszeni
Jarka – tak go wołają,
wysypał nas na stole – chyba
oglądają, całują, pocierają,
całują też inni – i mnie też
Ale co to?
Z naszych ludziki robią -
na szczudłach stać będę?
Och, dolo, moja dolo…
Przecież Pramama mówiła, szeptała
rośnijcie – zdrowie ludziom dacie
rośnijcie piękne, wspaniałe…

a tu tylko uśmiech… ale…
uśmiech małego człowieczka
może inaczej…

Anna Boruta –Lechowicz

Bardzo się nasz honorowy Gość ucieszył i prosił, aby pamiętali także inni.
A potem przeszedł do swoich marzeń o wiedzy z Ziemi Warmińsko – Mazurskiej. Mazury, jak powiedział, ta nazwa wywodzi się od starożytnych Jaćwingów - robili smołę, maź z drzewa do smarowania kół wozów różnego rodzaju. Mieszkali nad Zalewem Wiślanym.
Dużo złego zrobili na tej Ziemi Krzyżacy, ale byli tacy, którzy mieli dobre serce, chociaż w służbie zakonu, np. Albert von Hohenzollern, który stał na Rynku Krakowskim, jak składali Hołd Królowi Zygmuntowi Staremo. W Kętrzynie były kolegiaty i lochy, tam go wrzucono. Wiedział, że rano czeka go śmierć. Później w celi w Olsztynie było drewno lipowe, a on w kieszeni miał kozik. Do rana wystrugał Madonnę i trzymał ja w ręku.
Kiedy rankiem zszedł sędzia i zobaczył go z Madonną, puścił go wolno. A on uciekał szybko i gdy zobaczył pierwszą lipę, to tam powiesił Madonnę. Miejsce to jest do dziś nazywane Św. Lipka.
Odtąd lipa przechowuje dusze kobiet, a dęby - dusze mężczyzn, bo gdy biły pioruny to dęby rosły. Albert von Hohenzollern udawał się do Św. Lipki i się modlił. Gdy został władcą, to spalić kazał drzewo i figurkę a w tym miejscu postawił szubienicę. Ale kult został i ludzie chodzili się modlić. Trwa dalej, jest w Św. Lipce zespół klasztorny.

W r. 1878 r  -  mówi ks. Jan – było zstąpienie z Nieba - fizycznie NMP i widziały to dwie dziewczynki: Barbara Szafryńska i Justyna Szymlowska.

Działał wtedy jakiś ku - kluks – klan. Dziewczynki wywieziono do Malborka i wsadzono do lochu, trzymano je trochę w podziemiu zimą - jakiś tydzień. Potem wypuszczono.

I  na tych terenach nie wolno było odprawiać po polsku Mszy św., ale był jeden ksiądz, który odprawiał po polsku. Gdy wkroczyli Rosjanie, zamordowali go z nakazem niegrzebania.
Jakoś potem zrobiono grób, bo jest.
NMP pojawiła się na klonie, drzewie, mówiła, że jest Niepokalanie Poczęta, że Msza św. jest ważniejsza od różańca! Objawienia NMP były od Maja do 23-go Listopada, w tym czasie pojawiała się tęcza między Wilnem a Gietrzwałdem, tam posadzono klon w połowie drogi. I tam pojawiło się źródło Gietrzwałdzkie. Zrobiono poręcz i wieszane są płótna, aby owijać nogi, stopy itp.

Danka Mysłek zaproponowała, aby zrobić wycieczkę do do Gietrzwałdu.
(do zastanowienia).

O objawieniu wie Stolica Apostolska, bo załatwiał to Biskup Drzazga, jest zatwierdzone.
Niestety, nie obchodzi się takiego Święta, jak w Portugalii.
To mnie boli, podkreśla nasz Gość – Kapłan, bo chwalimy „cudze”, a nie „nasze”.
Jestem Kanonikiem Warmińskim i księdzem od 35 lat.

Mazurzy modlili się po domach, ażeby dać upust tęsknocie za jawnością religijną – wyrażali ją też w sztuce np. na kaflach widzimy scenki religijne (tzw. „kafle mazurskie”).
Danusia zarządziła przerwę , wyjaśniając, że do obiadu mamy czas wolny na spacer do Źródełka.
Po obiedzie  – wyjście do Borowickiego Kościółka -  na Mszę Sw,
O godz. 17,00 – znowu czas wolny.
Jak okazało się, Danusia z mężem i p. Klemensem pokazali księdzu Janowi kaplicę św. Anny, Kościółek Vang, Strzechę Akademicką i nawet dotknęli -  Śnieżki.
A po kolacji dalszy ciąg rozmów.
Nasi ważni wycieczkowicze zjedli spóźniony obiad i zdążyli na Mszę św. w intencji zmarłych naszych członków.
Po kolacji okazało się, że kol. Danusia ma wysoką temperaturę 38,9 C i trzeba było odprowadzić ją do domu (dotykała Śnieżki).

I tak zostaliśmy z Ks. Janem, który dalej opowiadał o Mazurach, o Zakonie Krzyżackim…
O tym, że byli i tacy, którzy nie mordowali, nawracali na wiarę chrześcijanską.
Np. rycerz zakonny - Biskup Chrystian w herbie Konrada Mazowieckiego – 1241 r. Chrystializował pokojowo i sprowadził Joannitów, którzy zajmowali się lecznictwem.
1243 r. – Biskup Anzel mianowany na 11 plemion – nawracał Kościół pokojowo, ale przez jakiś czas, a potem mieczem i ogniem, bo był rycerzem Zakonu.

Na koniec dnia nasze koleżanki przedstawiały siebie, swoją działalność m.in. śpiewaczą – jak Ula Musielak - miłośniczka psów, kotów itp. Długo brylowała jak na scenie, bo okazało się, że nasz Gość Jan zainteresowania ma podobne. Był rad słuchąjc jej popisów wokalnych.
Wieczór stał się prezentacją miłych wrażeń, które chcieli przekazać „ Janowi” członkowie naszego Stowarzyszenia. Pogawędek było dużo, a do tego przy kolacji z pysznościami.

DZIEŃ TRZECI

Po śniadaniu, gdy okazało się, że Danuta jest chora, sami z Marią, jako prowadzącą odbywamy zajęcia, a ks. Janowi obiecało się Chojnik. Pan Klemens na prośbę Marysi Sucheckiej powiedział, że zawiezie Go do Sobieszowa i odbierze, ale nie pójdzie z Nim na górę, bo nie może.
Ks Jan bardzo chciał zobaczyć z bliska i dotknąć Chojnika - mury, kamienie.
Kto z nim pójdzie? Zgłosiłam się na ochotnika ku aprobacie ogółu.
Wycieczka była super, bo pogoda słoneczna i mało spacerowiczów i grzybiarzy.
Mój miły towarzysz wyprawy był zachwycony: Parkiem Karkonoskim, drzewami, zwłaszcza bukami, nawet objął najdorodniejszego (może prosił o siłę bycia?), skałkami, łupkami krystalicznymi. Patrzyłby i patrzył w te kamienie!
Szliśmy do góry szlakiem kiedyś czarnym, teraz zielonym, a wracaliśmy czerwonym (papieskim czyli spacerowym), aby miał pojęcie o pięknie Karkonoszy.
Mówił, że bolą go nogi, ale jak powiedziałam, ile mamy do przejścia, a przy tym można usiaść, a zejdziemy szlakiem tzw, „papieskim”, to ze śmiechem się zgodził. Więc trochę obeszło się skałki (była taka możliwość) i dał radę. Odpoczywaliśmy to na pniu ściętym, to na schodkach z owalnych konarów osiki. Rękami dotykał drzew, kamieni, skał i myślę, że czuł się radosny. A droga na Chojnik była zabezpieczona przed rozbrykanymi turystami, aby nie dewastowali i nie przyśpieszali erozji góry.

Odpoczywając rozmawialiśmy i mówiliśmy o poezji, takiej czy innej. Powiedział, że poetę trzeba zrozumieć i domyśleć się, o czym pisze i co chce utworem przekazać.
„Nie wolno Poecie poprawiać i zmieniać słów, bo to barbarzyństwo. Może się zdarzyć błąd ortograficzny, nawet = ż, rz, czy ó –u, to tylko wtedy można ingerować w tekstt” Rozmawialiśmy o utworach o zjawach i duchach. Powiedział: „Nie wolno z nimi wchodzić w kontakt, bo trudno potem się ich pozbyć.” Zrozumiałam. ” Sam wiem od siebie.” powiedział.
Ksiądz Poeta doszedł do połowy schodków na wieżę Zamku i  zrezygnował, przeszedł na niższą kondygnację (a mnie rozkał iść na wieżę - jak tylko mam ochotę, a On sobie – pomyśli, poczuje mury.) Byłam na górze i zrobiłam trzy zdjęcia. Coraz mniej drzew, same domy, dachy widać, a tylko przy drogach i linii kolejowej coś rośnie. Strach, bo jak tak dalej będzie, to czym będziemy oddychać?
I rzecz ważna – brak toalety na Chojniku! Kawiarnia nie jest czynna, ale toaleta? Winna być. To XXI wiek i są utylizatory naturalne!!!

Nasz Gość Jan był niezwykle zadowolony z wycieczki, zeszliśmy czerwonym szlakiem i dzięki komórce przyjechliśmy na obiad, choć spóźniony. Pożegnaliśmy Pana Klemensa, no i  Gościa Jana, który został do rana. I jeszcze dłużej.

Warszaty poetyckie Borowice 2017Warszaty poetyckie Borowice 2017Warszaty poetyckie Borowice 2017Warszaty poetyckie Borowice 2017Warszaty poetyckie Borowice 2017Warszaty poetyckie Borowice 2017Warszaty poetyckie Borowice 2017Warszaty poetyckie Borowice 2017

Komentarze użytkowników

Na razie brak komentarzy na ten temat...

Aby dodać własny komentarz, musisz się zalogować »



Obrazek niżej podpisany

RB
Warszaty poetyckie Borowice 2017
Kartka z kalendarza   środa 18 października 2017 » 
Imieniny
Bogumiły, Juliana, Łukasza
Polecamy
34 zwycięzców naszego konkursu!
Komunikat! Zamykamy na czas nieokreślony konkurs "strumieni". Wszystkie wiersze są dostępne w serwisie w zakładce Konkurs. A wszyscy zwycięzcy w linku powyżej.