Wiersze Haliny Rakowskiej, lipiec 2009

09.08.2009 Halina Rakowska

Nasza członkini z Bydgoszczy

To ja

posłuchaj...
posłuchaj...
to moje myśli
czekają w szeregu cierpliwie
usłysz je
przywołaj...

przyjdą...
ubrane w słowa
z lirycznego poematu
mgłą sensu otulone
może przysiądą
w twoich zakamarkach
i będą mówić
szeptać
obrazem malować

że jestem...
zanim w ogrodzie
czarnych róż rozkwitnę

czy wtedy powiesz...
- wiem wszystko o tobie -.

* * * ( może kiedyś...)

może kiedyś...
będę trzymać w dłoniach
posłucham muzyki wertowanych kartek

myśli moje jak białe żagle
podniosą inni na maszty
a słowa z wiatrem
zagrają na wantach
i z szumem fal
odpłyną w nieznane

może kiedyś...
powrócą z bryzą z odległych mórz
i pachnieć będą solą
wiatrem
obcym portem

jak nie moje
ale zawsze memu sercu miłe
inaczej...

Jesienna miłość

drzemie
zasypia
powoli zanika
to znów
krzyczy - o jedną chwilę
wiary w zaistnienie

gorącym oddechem
zbudź jej śpiące skrzydła
i tak powoli
tak ostrożnie
a tak żarliwie
mając ją w swych dłoniach
potrącaj struny
niech brzmi wibratio
melodii nie dokończonej

Ten dom

zegar niejedną odmierzył godzinę
na skroniach srebrny pył
spójrz...
jak mały jest ten dom
gdzie jeszcze słychać dziecięcy śmiech

samotny na zielonym pogórzu
schowany wśród starych drzew
opiera się
wiatrom, burzom
pod strzechą skrywa duszę swą

w ścianach skrzypi stare drewno
otwarte zmurszałe drzwi
okna
niewiele dają światła
podłoga ugina się i drży

w kątach pomieszkują dawne kadry
ogień w piecu swą muzyką gra
a zapach...
pieczonego chleba
wraz z dzieciństwem zamieszkał w snach

* * * ( nazywam w pośpiechu...)

nazywam w pośpiechu
ukryte w zakamarkach
pogmatwane myśli
rozbiegane słowa
w nagłej obawie
by
czarne kruki
nie zaniosły je w dziobach
Hadesowi w darze

by
dźwięki liry
co zrodziły jesienną wenę
w pół taktu
nie przestały brzmieć

a
rymy z bukietu
na kamiennej łące
niech zakwitną
gdy wiatr
na literach epitafium
będzie grał